Fot. Materiały prasowe

Leszek Skibiński: Zawsze pociągał mnie biznes

Choć do branży MICE Leszka Skibińskiego prowadziły różne ścieżki, to ich wspólnym mianownikiem za każdym razem były tajniki prowadzenia biznesu. Właśnie ta wielodyscyplinarność pozwoliła mu z sukcesem zbudować firmę – Grupę TSO, która na rynku ziała już od 30 lat.

Wszystko zaczęło się jeszcze w szkole podstawowej, od fascynacji geografią. Po części była to zasługa nauczyciela – rygorystycznego, odpytującego z mapy, ale potrafiącego przy tym zarażać pasją. Belfer trafił zresztą na podatny grunt, gdyż Leszek Skibiński w tamtym czasie zaczytywał się w magazynie „Poznaj Świat”, zwiedzając w ten sposób – przysłowiowym „palcem po mapie” – dalekie państwa, miasta i kontynenty. Mimo wszystko, zamiast skupić się wyłącznie na geografii, za radą rodziców poszedł do technikum elektrycznego. 

– Ukończyłem je z wyróżnieniem, ale to nie była moja bajka. W momencie wyboru kierunku studiów zdecydowałem się więc na coś zupełnie innego. Padło na technologię żywności na Akademii Rolniczej w Poznaniu, dziś Uniwersytecie Przyrodniczym, ze specjalizacją – fermentacja i biosynteza, a także fermentacja alkoholowa – wspomina Skibiński.

Pierwsze przymiarki

Studia rozpoczął – jak sam podkreśla – w ciekawych czasach, czyli w momencie transformacji ustrojowej. Co istotne, poza edukacją coraz bardziej kusił go jednak biznes… Jako że nie bał się wyzwań, razem z kolegą ze studiów – Rafałem – zdecydował się otworzyć biuro podróży. Chociaż nie pamięta, skąd wziął się akurat ten pomysł, należy przypuszczać, że w dużej mierze wpłynęła na niego fascynacja geografią, której nasz bohater nie zatracił. W ten sposób powstało chyba jedno z pierwszych prywatnych biur zajmujących się głównie koloniami, ale też wyjazdami zimowymi dla studentów. Premierową realizacją świeżo upieczonej firmy były kolonie letnie w Czechach dla prawie 300 osób. Sporo. Wyzwaniem okazała się logistyka, kwestia znajomości języków, a nawet opłaty – w tamtych czasach wymiana waluty (czeskiej) nie była przecież rzeczą prostą. Wszystko to trzeba było połączyć ze studiami, nic więc dziwnego, że kiedy kolega musiał wycofać się ze spółki, interes ze względu na brak czasu i zbyt dużo innych obowiązków przestał istnieć.

Niedługo potem przyszło jednak inne ciekawe doświadczenie, które otworzyło Leszkowi Skibińskiemu oczy na to, jak powinno się prowadzić biznes. Mowa o praktykach studenckich w największej winiarni w Niemczech. – Dla młodego człowieka było to niezłe źródło wiedzy, pomysłów i inspiracji. Nawet przez chwilę myślałem o sprowadzaniu tych win do Polski, ale zdałem sobie sprawę, że najpierw powinienem zdobyć konkretną wiedzę na temat biznesowego know-how i kompetencji z tym związanych – wspomina Skibiński. Stąd pomysł na kolejne studia, tym razem zaoczne, w Wyższej Szkole Zarządzania i Bankowości w Poznaniu. Kierunek – w tej sytuacji nie mogło chyba być inaczej – zarządzanie i marketing. Leszek równocześnie kończył więc studia dzienne na technologii żywności, a w weekendy uczył się o zarządzaniu. – Jak człowiek jest młody i ma w sobie pasję, to jego doba może mieć nawet 60 godzin. Wtedy kolejne wyzwania nie stanowiły dla mnie żadnego problemu. Sześć srok za ogon, to było mało – śmieje się Skibiński. 

[...]

>>POBIERZ CAŁY ARTYKUŁ

THINK MICE Maj 2025