Fot. Materiały prasowe

PowerEvents: pomysł na ratowanie miejsc pracy

przez Think MICE

Wrocławska agencja eventowa PowerEvents zwróciła się do swoich obecnych i potencjalnych klientów z prośbą o ratowanie miejsc pracy. – Tak – nasz świat zawodowy zatrzymał się z dnia na dzień. Na dziś pierwsze potencjalne wydarzenia, może odbędą się we wrześniu. Do tego czasu nie zrobimy nic. Co za tym idzie, będziemy zmuszeni do redukcji etatów. Nasz team to prawdziwi pasjonaci i jakim „mądrym” kluczem decydować kto zostaje a kto odchodzi? – pyta PowerEvents w poście udostępnionym m.in. na Facebooku i LinkedIn, proponując partnerom tzw. tarczę PowerEvents.

Zasady działania tarczy PowerEvents są stosunkowo proste. – Nasza oferta to propozycja wpłacenia zaliczki na przyszły event, który kiedyś Państwo przeprowadzą. Za każde 5 tys. zł zaliczki my schodzimy z 1 proc. naszej prowizji agencyjnej. Czyli czysto teoretycznie, jeżeli ktoś wpłaci 50 tys. zł zaliczki, my zrealizujemy ten event po kosztach. Dla jasności – kwoty zaliczki nie mają formy darowizny, dotacji, wsparcia, tylko są realną częścią budżetu przyszłej imprezy – można przeczytać w odezwie. Oferta ważna jest do końca kwietnia.

Wraz z rozprzestrzenianiem się koronawirusa, branża MICE w ciągu zaledwie kilku dni straciła możliwość funkcjonowania. Sytuacja ta może się zmienić – w optymistycznym scenariuszu – dopiero w drugiej połowie roku. Do tego czasu wielu firmom działającym w przemyśle wydarzeń grozi bankructwo, redukcja zwolnień. Aby nie dopuścić do takiego scenariusza, przedsiębiorcy szukają sposobów na utrzymanie płynności finansowej w okresie przestoju.

IK