Fot. Materiały prasowe

THINK INCENTIVE: Covidowa turystyka

przez Think MICE

Postpandemiczna rzeczywistość w turystyce

Druga i trzecia fala pandemii mocno dały się we znaki nie tylko agencjom, biurom podróży i przewoźnikom, ale praktycznie wszystkim wyjeżdżającym za granicę. Przepisy zmieniały się jak w kalejdoskopie, a utrudnienia piętrzyły. Nie istniała żadna wspólna i jasna polityka w zakresie przemieszczania się – nawet w obrębie Unii Europejskiej. Za sprawą testów, szczepień i paszportów covidowych rzeczywistość w turystyce ma jednak szansę wyglądać nieco lepiej.

W dzisiejszych czasach trzeba bacznie śledzić wszystkie regulacje oraz korzystać z usług sprawdzonych organizatorów turystyki. Jak pokazuje doświadczenie, czasami nawet i to może jednak nie wystarczyć… Pewnym światełkiem w tunelu jest fakt, że świat powoli budzi się do podróżowania, przez co wiele krajów ujednolica swoje działania i przepisy w tym zakresie. To ważne, gdyż brak wspólnej polityki i jasnych wytycznych może prowadzić do niemałych problemów, co dobrze obrazuje poniższy przykład.  

Majówka na Malediwach
Majówka na Malediwach? Brzmi cudownie. I pewnie byłoby tak w czasach „przed-covidowych”. Niestety tym razem wyjazd przypominał raczej tragedię w trzech aktach. Ale od początku. Dwie turystki z Polski wykupiły w kwietniu br. wycieczkę na Malediwy (u dużego komercyjnego organizatora). Jedna z nich, z zawodu lekarka, była już zaszczepiona dwiema dawkami Pfizera (ostatnią przyjęła ponad 2 tyg. przed podróżą). Druga wykonała test PCR na 72h przed wylotem. Obie spełniały więc wymogi dotyczące wjazdu na Malediwy i przygotowywały się na wakacje. 

Pierwszy akt ich dramatu rozegrał się  2 maja. Lot z Warszawy obsługiwany był przez Turkish Airlines, z międzylądowaniem w Stambule. Tam, po szybkich zakupach w strefie bezcłowej, panie udały się do gate’u, z którego odlatywał samolot na Malediwy. Ku swojemu zaskoczeniu, nie zostały wpuszczone na pokład.  Według obowiązujących przepisów uprawieni do wjazdu na teren Malediwów byli bowiem jedynie podróżni z negatywnym wynikiem testu PCR wykonanym na 72h przed wylotem. Pech chciał, że jedna z turystek – zaszczepiona – testu nie posiadała. Stało się tak, ponieważ zgodnie z informacjami płynącymi ze strony polskiego MSZ oraz biura podróży, jako osoba po pełnym cyklu szczepień nie miała takiego obowiązku.

Co się zmieniło? Otóż – i tu pojawia się drugi akt dramatu – 1 maja władze Malediwów krótkim rozporządzeniem zmieniły wytyczne dotyczące wjazdu – zaczęto wymagać testu PCR również od zaszczepionych. Nowe regulacje wchodziły w życie 3 maja. Wylot ze Stambułu do Male miał miejsce… 10 min po północy, właśnie 3 maja. Gdyby zaplanowany był zaledwie 11 min wcześniej, o 23:59 (2 maja), obie turystki bez problemu dotarłyby na wymarzoną wyspę. Można też założyć, że w sytuacji gdyby wycieczka odbywała się w weekend inny niż „majowy”, a pracownicy biura podróży sprawdzali na bieżąco maile, zapewne poinformowaliby swoje klientki o zmienionych wymogach.

Trzeci akt dramatu rozpoczął się wtedy, gdy okazało się, że w strefie tranzytowej na lotnisku w Stambule, nie ma możliwości wykonania testu PCR. Aby go zrobić trzeba byłoby przekroczyć turecką granicę, wykonać test, a następnie ponownie przejść odprawę –  na co nie było już czasu. Na niewiele zdał się też telefon do biura podróży, pracownik infolinii nie umiał pomóc. Ostatecznie turystki zostały zmuszone do zakupu we własnym zakresie biletu powrotnego do Polski. Zgłosiły już uzasadnioną reklamację, a sprawa jest w toku. Mówi się, że do wystąpienia katastrofy lotniczej potrzeba zbiegu przynajmniej kilku czynników, które wykraczają poza przyjęte procedury bezpieczeństwa. Tak było i tym razem. Na szczęście efektem były „jedynie” zepsute wakacje. Czy można uchronić się przed taką sytuacją?

(…)

Liwiusz Misiaszek

O autorze
Liwiusz Misiaszek – od 2011 r. związany z Air Tours Club, gdzie był odpowiedzialny za marketing oraz rozwój produktów i kanałów dystrybucji, a od 2019 r. pełni funkcję prezesa zarządu. Od 2020 r. jest też wiceprezesem zarządu firmy Misko, zajmującej się sprzedażą win w Polsce, będącej właścicielem marki WINE&more. Organizował eventy i wyjazdy firmowe gromadzące od kilku do kilkuset osób, począwszy od krajowych realizacji, skończywszy na najodleglejszych zakątkach świata. Ukończył ekonomię stosowaną na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz zarządzanie projektami w Szkole Głównej Handlowej. Jest członkiem Stowarzyszenia Organizatorów Incentive Travel oraz członkiem zarządu małopolskiego oddziału Inicjatywy Firm Rodzinnych. Współpracuje z Izbą Przemysłowo-Handlową w Krakowie. Prywatnie pasjonat wina, nart i turystyki rowerowej. Z zamiłowania podróżnik.

Więcej w czerwcowym (2021) numerze THINK MICE.

ZAMÓW PRENUMERATĘ