Jaroslaw Marciuk

przez Think MICE

Dolny Śląsk pozwala projektować doświadczenia

Jest takie powiedzenie, że nawet mieszkając w Londynie do końca życia, nie zobaczysz wszystkich ciekawych miejsc. Podobnie jest na Dolnym Śląsku. Choć część mojej rodziny jest związana z tym regionem, a sam spędzałem tam niemal każde wakacje i często bywałem zawodowo, ostatnio odkrywam nowe miejsca. Zaskakujące i przydatne z punktu widzenia organizatorów wydarzeń.

Dolny Śląsk ma w sobie coś, czego szukają organizatorzy: różnorodność, autentyczność i gotowość do tworzenia programów, które wykraczają poza klasyczny układ „sala konferencyjna, kolacja, nocleg”. To region, w którym event może rozpocząć się we Wrocławiu, a później przenieść do pałacu, winnicy, kopalni, uzdrowiska, zamku, ogrodu, czy twierdzy. Może być scenariuszem, który da się pisać na wiele sposobów.

Największą siłą regionu jest możliwość łączenia różnych doświadczeń w spójny program. Można tam zaplanować kameralne spotkanie zarządu w otoczeniu natury, kilkudniowy wyjazd incentive, konferencję uzupełnioną o kolację w miejscu z historią, program wellbeingowy albo integrację opartą na kulturze i gastronomii. Ta elastyczność sprawia, że Dolny Śląsk odpowiada na potrzeby współczesnego rynku MICE, w którym uczestnik oczekuje sprawnej organizacji, ale także emocji i zapamiętywalnych przeżyć.

Warto zacząć od obiektów, z których słynie Dolny Śląsk,. W tej części polski jest najwięcej zamków i pałaców. Pałac Kamieniec, Pałac Gruszów, Uroczysko Siedmiu Stawów, Zamek Świny z kasztelanem – pokazują ogromny potencjał dla wydarzeń premium, spotkań butikowych i programów szytych na miarę. To miejsca, które nie są neutralnym tłem. W takich obiektach nie trzeba budować atmosfery, bo ona jest w salach, detalach, widokach i historii.

Drugim mocnym wyróżnikiem Dolnego Śląska jest dziedzictwo industrialne i militarne. Kopalnia Złota w Złotym Stoku, Kopalnia Uranu w Kletnie, Twierdza Srebrna Góra, Muzeum Kolejnictwa na Śląsku czy Młyn Hilberta w Dzierżoniowie dają event plannerom coś więcej niż atrakcję turystyczną. Dla incentive i team buildingu to materiał niemal gotowy do użycia. Wystarczy dobrze poprowadzić historię i nie sprowadzić tych miejsc do zwykłego zwiedzania. Spływ łodzią w sztolni, przejazd historycznym składem, szkolenie wojskowe w pruskim stylu czy aktywności w dawnych obiektach przemysłowych mogą zamienić zwykłą atrakcję w doświadczenie, o którym uczestnicy będą mówić długo.

Region sprawdza się również w programach nastawionych na regenerację, wellbeing i kontakt z naturą. Hotel Dębowy Biowellness & SPA, Książański Park Krajobrazowy, Arboretum Wojsławice czy uzdrowiskowe Szczawno-Zdrój oraz Zdrój Wojciech w Lądku-Zdroju, pokazują Dolny Śląsk od spokojniejszej, bardziej sensorycznej strony. Spacer po ogrodach, rytuał wellness, kąpiel w wodach termalnych, aktywność nad wodą albo kolacja w otoczeniu zieleni mogą być ważnymi elementami wydarzeń, które mają na celu zadbanie o dobrostan zespołu, wyciszenie po intensywnych sesjach konferencyjnych albo bardziej świadomy charakter wyjazdu.

Nie można pominąć potencjału kulinarnego i enoturystycznego. Winnica Niemczańska, Winnica Silesian, Winnica i Winiarnia Celtica, sery z Zagrody Pasternak, autorskie menu w Kuźni Smaków w Złotym Stoku, lokalne degustacje, produkty regionalne i kolacje w nieoczywistych lokalizacjach dają możliwości budowania programu wokół smaków i zapachów. Dla organizatorów wydarzeń to ważny zasób, bo gastronomia coraz częściej pełni funkcję nie tylko cateringową, ale także doświadczeniową.

Mówiąc o kulinariach, nie mogę nie wspomnieć o dolnośląskich obiektach, które w maju dołączyły do ogólnopolskiego przewodnika Michelin Guide – jest ich ponad 30! Dwie wrocławskie restauracje otrzymały gwiazdkę Michelin, w regionie Bib Gourmand dla restauracji Biblioteka na terenie Zamku Książ. Szczególnym odkryciem była dla mnie Villa Greta, położona w jednej z najpiękniejszych dolnośląskich wsi. Dla organizatorów to konkretna informacja: na Dolnym Śląsku coraz łatwiej zbudować program, w którym kuchnia nie jest dodatkiem, lecz jednym z głównych punktów.

Jednocześnie region nie traci z pola widzenia kultury i dziedzictwa. Kościół Pokoju w Świdnicy, Klasztor Księgi Henrykowskiej, wspomniany Zamek Książ, Muzeum Papiernictwa w Dusznikach-Zdroju, Muzeum Porcelany w Wałbrzychu, czy historyczne wnętrza pałaców i zamków pozwalają włączyć element edukacyjny, artystyczny i lokalny. Warsztaty czerpania papieru, opowieść o porcelanie, zwiedzanie barokowych wnętrz albo spotkanie z lokalnym rzemiosłem pomagają stworzyć wydarzenie bardziej świadome i zakorzenione w miejscu. Na Zamku w Roztoce mogliśmy zobaczyć jak przeszłość rodziny Hochberów przenika się z teraźniejszością. Tam kręcono sceny do filmów „Chopin, Chopin” oraz netflixowych produkcji „Lalka” czy „1670”.

Dolny Śląsk daje organizatorom swobodę, ale też wymaga myślenia koncepcyjnego, nie traktuje się go jak listy atrakcji, lecz jak przestrzeń do budowania storytellingu. Dla event plannerów to region nie najprostszy do opisania jednym hasłem, ale wdzięczny w projektowaniu programów.

Jaroslaw Marciuk. Gdańszczanin, entuzjasta social mediów dostrzegający ich zalety i wady. Specjalizuje się w zagadnieniach związanych z marketingiem destynacji, social mediami oraz B2B influencer marketingiem. Główny specjalista Biura Spotkań i Wydarzeń – Poland Convention Bureau w Polskiej Organizacji Turystycznej. Pasjonat fotografii mobilnej, prowadzi społeczność Igers Poland. Po pięciu latach emigracji w Wielkiej Brytanii wrócił do Polski. Mieszka w Warszawie z żoną Alicją. Kontakt: jaroslaw@duolook.pl

CZYTAJ WIĘCEJ