Olga Krzemińska-Zasadzka

przez Think MICE

W naszej branży… żeby się nie cofać, trzeba biec

Rynek zmienia się z dnia na dzień. Powstają nowe firmy, inne powiększają się, łączą, zmieniają nazwy, właścicieli i załogę, dzielą się i upadają. W tej branży nie wszyscy wytrzymują presję czasu i stres. 

Sytuację dobrze oddaje powiedzenie, że „żeby się nie cofać, trzeba biec”. Kiedyś było to jedno z moich ulubionych powiedzeń i wcale nie straciło na aktualności. Co znaczy ono na co dzień?

Eventy to branża, która wymaga bycia na bieżąco. Bycia na bieżąco z nowinkami technologicznymi, aplikacjami, programami, z miejscami i kierunkami „modnymi”, z aktualną bazą firm współpracujących, z aktualną bazą mediów, z zespołem, na którym można zawsze polegać. 

Każdego roku klientom podoba się coś innego, każdego roku chcą być zaskoczeni, chcą wypaść lepiej niż inni w branży, chcą zrobić wrażenie i chcą zrobić event życia. To trochę taki wyścig z czasem, w którym bierze udział cała agencja, ale też cała branża.

Żeby móc sprostać oczekiwaniom klientów, trzeba również znaleźć czas na to, by się szkolić. By iść naprzód, trzeba mieć bardzo dużo kompetencji. Nie da się stanąć w miejscu, bazować tylko na tym, co się znało. Takie podejście szybko wypycha niektóre firmy na margines rynku, ponieważ nie mogą one spełnić rosnących z roku na rok oczekiwań klientów. 

Musimy się z tym pogodzić, takie mamy czasy. Oferty trzeba robić szybko, wybierać, dobierać, proponować to, co nowe, a jednocześnie sprawdzone. Jesteśmy omnibusami zbierającymi bardzo dużo informacji, by potem poskładać to w głowie i wybrać dla klienta najlepsze, co w naszej mocy.

Przeglądamy tysiące ofert. Dopasowujemy je do budżetu. Często z bólem serca odrzucamy świetne kierunki i dobrze zapowiadających się kontrahentów, na przykład w przypadku naszego ulubionego Oslo, ze względu na budżet. Choć wiemy, że byłoby warto.

Wiecie ile pytań zadaje sobie każdy manager pracujący w agencji nad nową propozycją dla klienta? Chyba miliony! Żeby wygrać, żeby być lepszym, żeby być szybszym, żeby być tańszym, żeby wpasować się w oczekiwania… Trzeba zadać sobie miliony pytań i wziąć pod uwagę tysiące różnych możliwości. 

A często do dyspozycji mamy tylko ogólny brief. Oczywiście spotkanie z klientem byłoby łatwiejsze – można wtedy poznać człowieka, przeanalizować potrzeby, dopytać o wiele szczegółów, których nie musielibyśmy już się domyślać. 

Niestety często odnosimy wrażenie, że klient spotyka się z nami „bo musi”, taka jest polityka jego firmy, a i tak partnera już sobie dobrał.

Łatwiej jest z klientami, z którymi współpracuje się od lat, których potrzeby już się zna… Ale przecież nadal w naszej pracy mamy do czynienia z konkursami ofert. I trzeba zrobić wszystko szybko, dobrze, by nie zawieść klienta. Także tego dobrego i sprawdzonego.

Olga Krzemińska-Zasadzka – założycielka i managing director agencji Power.  

CZYTAJ WIĘCEJ