Miguel Neves

przez Think MICE

Nasze „superludzkie” wyzwania

Tak jak wspomniałem w poprzednim tekście, jako profesjonaliści związani z branżą eventową, wiemy, że gdy się spotykamy, zmieniamy świat. Jest dla nas oczywiste, że nic nie jest w stanie zastąpić interakcji twarzą w twarz. Teraz mamy do dyspozycji badania, które oficjalnie to potwierdzają. Według firmy analitycznej Oxford Economics jednogodzinne spotkanie stanowi odpowiednik pięciu wideokonferencji, dziesięciu rozmów telefonicznych lub aż 20 e-maili. Bardzo dobrze obrazuje to krótki filmik dostępny pod adresem: https://vimeo.com/309317524

Nadal nie wiemy czy przedstawiciele najmłodszych pokoleń doceniają wartość bezpośrednich interakcji, tak bardzo jak reprezentanci starszych generacji. To co jest dla nas wiadome, to fakt, że w dzisiejszych czasach mamy już 24-godzinny dostęp do internetu, przez siedem dni w tygodniu, praktycznie za każdym razem, gdy korzystamy z naszych urządzeń mobilnych. Pod wieloma względami przekształciliśmy się więc w „cyborgi”. Nie tak bardzo jak ma to miejsce w filmach science fiction, ale jeżeli chodzi o dostęp do informacji i kontakt z otoczeniem, bez wątpienia jesteśmy takimi „superludźmi”.  

Dla profesjonalistów zajmujących się organizacją wydarzeń oznacza to, że samo przekazywanie informacji podczas różnego rodzaju eventów biznesowych stało się już niewystarczające. Szczególnie, jeżeli bez większego problemu można znaleźć je w internecie, w dodatku w bardziej przystępnej i skondensowanej formie. Niestety w dalszym ciągu wiele wydarzeń nie oferuje nic więcej. Trzeba to zmienić.    

Podczas gdy samo dostarczanie łatwo dostępnej wiedzy nie ma już większego sensu, warto znaleźć jakąś alternatywę. Poszukać odpowiednich, nie tak oczywistych informacji, dopasowanych do potrzeb uczestników przygotowywanych przez nas wydarzeń i przekazać je w jakiś mniej oczywisty, oryginalny sposób. Zasada działania jest tutaj podobna do tworzenia przyciągającej uwagę ekspozycji w muzeum. Pamiętajmy, że internet daje nam praktycznie nieograniczony dostęp do różnych zasobów wiedzy – wyzwanie polega na znalezieniu w tym gąszczu tego, co jest dla nas najbardziej istotne.   

Najlepsze wydarzenia biznesowe i merytoryczne oparte są nie tylko na przekazywaniu, nawet przydatnych informacji. Pojawiają się na nich również eksperci, uznani prelegenci, specjaliści z różnych dziedzin. Ich obecność jest w stanie dużo skuteczniej zaangażować naszych gości i zainteresować ich poruszaną tematyką. W dzisiejszych czasach, główna wartość eventów, zależy jednak od samych uczestników. 

Pozwólcie, że wyjaśnię o co chodzi. Wydarzenie, które jest w stanie przyciągnąć grupę profesjonalistów, zainteresowanych jakąś konkretną branżą, jest niezwykle cenne dla wszystkich tych, którzy chcą rozwijać swoją działalność w tym sektorze. Targetowanie podobnej grupy osób w świecie online, za pośrednictwem reklam wyświetlanych przez Google czy Linkedln może być tak samo kosztowne, jak sfinansowanie udziału w wydarzeniu na żywo, a nawet zasponsorowanie go. Chociaż mamy możliwość analizy liczby kliknięć w naszą reklamę w internecie, wpływ bezpośredniego spotkania, twarzą w twarz otwiera wiele dodatkowych możliwości. Mówię o wysokiej jakości interakcjach. Te umożliwiają z kolei sprzedaż produktów, zawieranie umów, promowanie naszego biznesu, rozwój firmy czy po prostu znalezienie pracy. 

Wyzwaniem jest natomiast to, że w świecie „superludzi”, którzy mają dostęp do ogromnej ilości informacji, uczestnicy wydarzeń stają się w rzeczywistości również „superuczestnikami”. Dawniej zaledwie garstka osób przygotowywała się do spotkania – analizowali oni jego program, sprawdzali z kim mogą tam porozmawiać. Teraz praktycznie wszyscy bardzo dokładnie „prześwietlają” każdy event, na jakim mają się pojawić, aby wynieść z niego możliwie jak najwięcej korzyści. Część organizatorów nie jest na to gotowa, nie potrafi odpowiedzieć na spływające do nich pytania.    

Aby sprostać temu wyzwaniu nauczmy się projektować i przygotowywać wydarzenia dla „superludzkich” uczestników, którzy jeszcze przed imprezą łączą się z innymi gośćmi za pośrednictwem Linkedln, śledzą poczynania prelegentów na Twitterze, oglądają ich wykłady w sieci, czytają posty na blogach. Nie możemy zostawać w tyle, tylko pracować nad tym, aby nasze eventy były dla nich ciekawe, cenne. Dbajmy zatem o odpowiednie treści i ich komunikację, jeszcze przed samą imprezą. 

Kiedy uda nam się to zrobić, możemy osiągnąć wiele potencjalnych korzyści. Po pierwsze mamy możliwość organizacji bardziej kameralnych spotkań, dla mniejszej liczby gości, równocześnie podnosząc cenę udziału w takich wydarzeniach. Pod warunkiem, że damy radę podnieść tę merytoryczną poprzeczkę. Jesteście na to gotowi? 

Miguel Neves. Strateg w założonej przez siebie firmie doradczo-szkoleniowej miguelseven.com. Entuzjasta mediów społecznościowych, organizator eventów, konsultan i mówca specjalizujący się w zagadnieniach związanych z digital marketingiem i nowymi technologiami eventowymi. Przez wiele lat związany z IMEX Group. Od 2017 r. działa na własną rękę. Zasiada też w zarządzie MPI, jest członkiem Events Industry Council. Ukończył University of Westminster w Londynie. Kontakt: miguelseven.com, miguel@socialmediachefs.com

CZYTAJ WIĘCEJ